W poszukiwaniu balansu pomiędzy treningiem, rodziną oraz pracą.

Ostatnie kilka miesięcy to dla mnie naprawdę intensywny czas. Dużo zmian, jeszcze więcej przemyśleń i ogrom dalszych planów. Z kogoś, kto pisał i mówił przede wszystkim o treningu oraz zdrowiu, zamieniłem się w kogoś, kto nieustannie szuka balansu i równowagi pomiędzy tym co było kiedyś, tym co przyszło i tym co jest teraz oraz będzie później.

Życie trenera.

Kiedyś, czyli jeszcze do 2017 roku trening był na pierwszym miejscu. Choć były okresy, gdy na pierwszy plan przychodziło co innego (jak projekt Kalendarza Sportowego), to jednak trening w pracy trenera był priorytetem. Wtedy trenowałem po kilka godzin dziennie, spałem w ciągu dnia i jadłem dosłownie to co chciałem. Również korzystałem z cateringu, jednak oprócz 3500 kcal z pudełek, dodatkowo jeszcze jadłem na mieście.

I teraz bardzo ważna sprawa. Dużo osób chciałoby wyglądać i mieć to co sportowcy oraz trenerzy, jednak nie są za nic w stanie prowadzić takiego trybu życia jak oni. Dodatkowo oglądając Instagrama i inne media społecznościowe, myślą, że sylwetka i dobry wygląd wymaga jedynie paru sztuczek, bez poświęcenia, a wszystko przyjdzie samo. Tak nie jest.

Druga ważna sprawa to ustalenie swoich priorytetów. Jeśli sylwetka dla Ciebie jest na pierwszym miejscu, to mam nadzieję, że niedługo to się zmieni. Nawet jeśli jest się zawodowym kulturystą, to prędzej czy później, trzeba będzie zmienić priorytety. Opieranie swojego całego życia jedynie o sylwetkę i wygląd, po prostu, może mieć swoje bardzo złe konsekwencje. Zarówno finansowe jak i psychiczne.

Zmiana trybu funkcjonowania i swoja firma.

Przyszedł czas założenia swojej firmy i robienia tego co lubię (choć wcześniej również to lubiłem, ale nie na swoich warunkach 😉 i przede wszystkim pracy z ludźmi, których lubię. W takich okolicznościach bardzo łatwo zapomnieć o wszystkim i skupić się tylko i wyłącznie na pracy. Tak też się stało, co miało efekt w postaci Grzegorza z kwietnia 2019.

I wcale nie chodzi o to, że przestałem dobrze się odżywiać czy trenować. Dalej trenowałem, dalej dobrze się odżywiałem. Jednak zmiana trybu życia była tak znacząca, że po prostu cofałem się, zamiast przynajmniej stać w miejscu. Wymagało to ode mnie przemodelowania pewnych spraw.

Dla porównania, kiedyś przemieszczałem się między kilkoma lokalizacjami w mieście dziennie, najczęściej na rowerze, dziś pracuję w biurze. Kiedyś większość dnia stałem, a dziś siedzę przed komputerem. Kiedyś wstawałem bardzo wcześnie rano i robiłem drzemki w ciągu dnia. Kiedyś trenowałem po 4 godziny dziennie. Nie odpuszczałem, żadnego treningu. Chodziłem na saunę i w zasadzie niczym się nie stresowałem.

Przemodelowanie funkcjonowania.

Pewne było, że moja aktywność w ciągu dnia drastycznie spadła. O ile spacery z psami są codziennie i pozawalają mi na przejście każdego dnia kilku tysięcy kroków dziennie, to oprócz tego i treningów, cały dzień siedzę przed komputerem.

Kaloryczność cateringu na początku roku wynosiła 2500 kcal. Zakładając, że robię codziennie trening, miało to w zupełności wystarczyć, aby poprawić wygląd i sylwetkę. Jednak po pierwsze, nie trenowałem codziennie. Po drugie treningi były od godziny do półtorej godziny długie. Po trzecie nie jadłem samego cateringu, tylko coś zawsze jeszcze wpadło.

Pierwsze otrzeźwienie. Jeśli nie trenujesz codziennie, to nie zachowuj się tak jakby to miało miejsce. Trzeba sobie uświadomić, ile rzeczywiście robi się treningów w tygodniu. Ja w głowie zawsze miałem codzienny trening, ale jeśli zrobiło się ich w ciągu tygodnia trzy, to dalej obstawianie przy tym, że trenuje się codziennie nadaję się na leczenie u psychologa.

Czasem uda mi się wykonać 5 treningów w tygodniu, jednak również może być ich 3 w tygodniu. To pozwoliło mi jasno stwierdzić, ze średnio robię 4 treningi w tygodniu.

Mniej trenuję, mniej ruszam się w ciągu dnia, więc oczywistym było, że muszę mniej jeść. Obniżenie kaloryczności do 2000 kcal, było strzałem w dziesiątkę. Nie chodzę głodny, a jednocześnie, wiem, że nie jest to dużo i pozwala mi to przynajmniej nie przybierać na wadze.

Z cateringiem jestem od 5 lat i każdy kto mnie śledzi dobrze o tym wie. Czytelnicy bloga mają 10% zniżki w Pomelo na hasło „żyjmocno” (niebawem eko pojemniki i kolejne miasta!). Sam wybrałem różne diety, od low carb po wegetariańską. Znacząco obniżyłem ilość spożywanego mięsa do maksymalnie 2/3 razy w tygodniu. Tak, w tygodniu, nie dziennie 😉

Nie jesteś coraz młodszy. Może nie mam jeszcze 40 czy 50 lat, ale zdecydowanie z roku na rok odczuwam, że to co wystarczyło kiedyś, dziś już jest przeszłością. Dlatego właśnie tak ważne jest, aby każdy facet dbał o swoje hormony, które uciekają z roku na rok. Na poziom testosteronu wpływa przede wszystkim alkohol, używki, cukier oraz wszystko co jest przetworzone. Poprawia go natomiast sen, zdrowe posiłki i wysiłek fizyczny, szczególnie ten z ciężarem.

Jak teraz trenuję.

Przede wszystkim, nie jestem w stanie zrezygnować z treningu siłowego. Taki trening nie tylko daje mi energię do życia, ale niezaprzeczalnie najlepiej wpływa na moją sylwetkę. Same treningi wytrzymałościowe nie wchodzą w grę. Nawet jeśli bym schudł, to nie czułbym się dobrze sam ze sobą.

Dlatego właśnie od kwietnia korzystam z siłowego, 4 dniowego programu Bronka (StrongForLife) oraz raz w tygodniu biegam. Zawsze staram się zrobić 4 treningi siłowe, nie zawsze uda mi się pobiegać. Jest różnie, tak różnie jak układa się życie.

Na pewno polecam przemyśleć to co robisz teraz. Jeśli od paru lat chodzisz na zajęcia CrossFit, to może warto dodać coś przed nimi (siła) i po nich (accessory). Jeśli było więcej treningu wytrzymałościowego, to może siłowy coś zmieni. Jeśli samemu wykonujesz treningi to na pewno warto zainwestować te 100 zł miesięcznie na plan treningowy, który może wynieść Cię na inny poziom. Warto próbować i eksperymentować.

Nie zawsze będzie tak samo.

Jeśli miałbym do przekazania jedną jedyną myśl, młodszemu mnie lub komuś kto wkracza w dorosłe życie, to przekazałbym mu, że:

Nie zawsze będzie tak samo i nie zawsze będzie lepiej.

Dotyczy to zarówno czasu, sportu, treningu, związków, relacji jak i pieniędzy. Wszystko cały czas się zmienia i wszystko musimy dostosowywać do panujących warunków. Mało rzeczy w życiu żałuję, ale jedną z nich jest to, że nigdy nie odkładałem pieniędzy. Zawsze myślałem, nawet jak było bardzo dobrze, że będzie jeszcze lepiej. A było różnie. Dlatego właśnie staram się żyć chwilą, ale nie traktować jej jako pewnik, a już tym bardziej nie myśleć, że będzie dużo lepiej. Cały czas idę do przodu, ale mam na uwadze, że gorsze czasy przyjdą, w każdej dziedzinie naszego życia.

Jednym z wyjść z takiej sytuacji jest akceptacja obecnego stanu rzeczy. Nie mogę teraz dużo trenować – muszę to zaakceptować i znaleźć rozwiązanie jak podtrzymać formę i za bardzo na tym nie stracić. Dostosować dietę, suplementację, sen. Zamiast jechać do pracy autem, jechać rowerem. Zamiast podjechać do sklepu, podejść. Kontrolować swoją aktywność, gdy nie mogę trenować.

Na marginesie zegarek który liczy kroki w ciągu dnia oraz ogólną naszą aktywność bardzo pomaga. Wiem wtedy kiedy się nie ruszałem, a kiedy moja aktywność była na odpowiednim poziomie. Ja od kilku miesięcy nie rozstaje się z moim Garminem, recenzja tutaj.

Podsumowanie szukania balansu.

Podsumowując. Na pewno można znaleźć balans pomiędzy pracą, treningiem oraz rodziną. Wymaga to jednak zaprojektowania lub przeprojektowania sobie życia tak, aby było to możliwe.

Jeśli trenować, to ze swoją partnerką lub partnerem. Wtedy oprócz treningu, spędzacie czas ze sobą.

Jeśli pracować, to z ludźmi których się szanuje i w pracy którą się lubi. Wtedy nie jest ona katorgą, tylko codziennymi wyzwaniami i rozwojem.

Jeśli spędzać czas z rodziną, to aktywnie, a nie tylko oglądając Netflixa (nowy film „Hakowanie Świata” – musicie obejrzeć! ;).

Na wszystko jest rozwiązanie, tylko trzeba chcieć nieustannie udoskonalać swoje życie. Mam jednak nadzieję, że tutaj są tylko tacy czytelnicy.

Zapraszam na swój nowy kanał na YouTube, gdzie w serii „Żyj mocno 2019” poruszam tematy dla mnie ważne. W planach mam zamiar zamienić je na teksty, jednak forma filmów to dla mnie nowe, ciekawe, twórcze wyzwanie.

Wyjątkowy Newsletter

Wysyłam go kilka razy do roku.

Nie częściej niż raz w miesiącu.