Czy CrossFit bez nazwy „CrossFit” to dalej CrossFit?

Od czasu gdy CrossFit na dobre zawitał do Polski trochę minęło. Dokładnie jakieś 7 lat. Przez te lata CrossFit szedł jak burza. Zainteresowanie z roku na rok rosło, nowe boxy cały czas się otwierały, a przeciętny „Kowalski”, cały czas, nie do końca wiedział czym jest CrossFit.

fot. K. Milewskah


Polska scena CrossFit.

Dziś jest trochę inaczej. Praktycznie w każdym większym mieście mamy CrossFit box. Strefy do „crossa” to już podstawa prawie w każdej tradycyjnej siłowni. Większość osób wie co to jest CrossFit, a nawet jeśli nie posiada w tym temacie wiedzy, to na pewno o nim już słyszała.

Jak na każdym rynku, gdy zaczyna on się nasycać zachodzą zmiany. Jakby CrossFit świetny nie był, dla właścicieli boxów jest to dalej biznes. Jak wiadomo biznes musi się opłacać, jeśli nie finansujemy go dla przyjemności samego posiadania. Wcale nie mówię tutaj o opłacie afiliacyjnej, a o czymś o wiele więcej, ale o tym trochę dalej.

Obserwując rynek od wielu lat, mogę napisać jaki jest przepis na sukces jeśli chodzi o prowadzenie CrossFit boxu. Każdy kto pytał mnie o założenie własnego boxu, a nie miał o CrossFit zielonego pojęcia, dostawał ode mnie jedną wskazówkę: zajmij się czymś na czym się znasz.

Najlepiej, gdy CrossFit box, zakłada trener. Taki, który nie tylko prowadzi zajęcia, ale również wydaje kluczyki rano przed zajęciami, a po całym dniu sprząta box. Jeśli podejdziemy do CrossFit boxu jak do zwykłej siłowni, bardzo szybko okaże się, że nasze założenia finansowe nam się nie spinają. Aby było odwrotnie, trzeba po prostu rosnąć powoli lub przynajmniej posiadać bardzo dużą wiedzę w temacie.

Afiliacja w CrossFit

Teraz przechodzimy do sedna sprawy, czyli afiliacji CrossFit. W Polsce mamy praktycznie każdy możliwy scenariusz. Gigantyczne boxy z dużymi inwestycjami. Małe boxy prowadzone przez dwie osoby. Średniej wielkości boxy z afiliacjami jak również bez. Takie które zaczynały od afiliacji, ale z niej zrezygnowały jak i takie, które jej nigdy nie miały.

Afiliacja z zasady daje gwarancję jakości prowadzenia zajęć. Daje gwarancję, że trenerzy mają certyfikat Lv-1 i wszyscy są przeszkoleni w tym zakresie. Sam również w 2012 roku zdobyłem taki certyfikat, aby mieć podstawy do pracy. Jednak napiszę szczerze. Zrobiłem to przede wszystkim dlatego, że nie mam wykształcenia sportowego. Robiłem wcześniej różne rzeczy, a zamiast studiów z wychowania fizycznego musiałem zdobywać kolejne certyfikaty potwierdzające moją wiedzę.

Afiliacja vs jakość zajęć.

Wracając do jakości. Czy afiliacja ją gwarantuje? Czy Lv-1 ją gwarantuję? Przykro mi to stwierdzić, ale tak nie jest. Popularność CrossFit spowodowała, że zabrały się za niego osoby, które chyba to robią bo CrossFit jest „fajny”. Tak, specjalnie użyłem tego określenie w tekście.

Gdy sam zrobiłem certyfikat CrossFit Lv-1, jak dziś pamiętam presję jaką czułem. Jak wspomniałem, nie byłem wykształcony sportowo, więc czułem, że jestem oceniany. Czułem, że muszę się starać, bo inaczej środowisko nie zaakceptuję tego co robię i jak to robię, a chciałem przecież do niego należeć. Certyfikaty mogą świadczyć o jakości, ale nie muszą.

Finanse i nazwa.

Kolejna sprawa to sama nazwa w afiliacji. Czy naprawdę uważacie, że boxy z afiliacją są lepsze? Bo ja znam boxy prowadzone przez najlepszych w CrossFit w tym kraju bez afiliacji. Nie potrzebowali jej i nigdy potrzebować nie będą. Ich praca świadczy o tym co robią i jak to robią.

Oprócz jakości dochodzą kwestie finansowe. CrossFit poza pozwoleniem na używanie nazwy, tak naprawdę nic więcej nie daje. Jasne, ktoś powie, że to już bardzo dużo. Jednak dla boxu, który sam w sobie jest reklamą, nie zawsze używanie nazwy CrossFit przyniesie korzyści, a czasem może szkodzić. O czym dalej.

Kiedy nazwa CrossFit szkodzi?

Dlaczego nazwa CrossFit może szkodzić? Niestety dalej mnóstwo osób uważa, że CrossFit jest kontuzyjny, niebezpieczny i ogólnie można na sali umrzeć. Takie postrzeganie, dla właścicieli boxów, nie jest zbyt optymistyczne. Dlatego właśnie, na całym świecie powstają różnego rodzaju modele treningowe, które CrossFitem się nie nazywają, ale są bardzo podobne i rozwijają się znakomicie.

Dla przykładu dwie sieci oparte praktycznie na identycznych ćwiczeniach jak CrossFit, jedna to F45 Training – około 1400 klubów na całym świecie. Druga to Orangetheory Fitness, około 1000 klubów na całym świecie. Obie te sieci powstały równolegle do ruchu CrossFit, jak nie wcześniej, a czerpią z bardzo podobnych założeń. Pierwsza koncepcja może trochę bardziej, druga trochę mniej.

Promowanie się na CrossFit.

Znajdą się oczywiście takie osoby, które powiedzą, że jakiś box wypromował się na CrossFit, a jak już coś osiągnął, to teraz rezygnuję. Ten argument jest taki, jakby w jednej pracy człowiek miał pracować całe życie albo sportowiec miał współpracować z jedną marką całe życie. Normalnym jest, że współpracujemy z kimś, pracujemy dla kogoś, a później idziemy dalej. Gdy to co robimy jest już nie wystarczające, nie rozwijamy się i stwierdzamy, że musimy to zostawić aby ruszyć dalej, to po prostu powinniśmy to robić.

Po co ten wpis?

Po co to wszystko piszę? Na pewno nie po to, aby bronić nie afiliowane miejsca. Na pewno również nie po to, aby tłumaczyć te, które afiliacji się pozbyły.

Pisze to w jednym celu. Chce Wam wszystkim przypomnieć, że CrossFit to nie nazwa. CrossFit to styl życia, a przede wszystkim to społeczność. To ludzie i ich zaangażowanie w to co robią. To trenerzy i uczestnicy zajęć.

Bez względu na to czy prowadziłem zajęcia w afiliowanym boxie czy w typowej siłowni, czy może na boisku na zewnątrz, wiedziałem co robię. Nie robiłem tego dla CrossFit, tylko dla ludzi. To jest istota tego sportu. Sportu który jest empiryczny. Sportu, który czerpie z innych i nigdy nie był osobną dyscypliną, a zlepkiem innych. Definicja CrossFit to: The Sport of Fitness

Bez względu gdzie trenujesz, z kim trenujesz, pamiętaj, że liczą się tylko osoby dookoła Ciebie. Prace się zmieniają, nazwy się zmieniają i miejsca się zmieniają. Jedyne co zostaje to relacje. O nie warto dbać. Nie o metki.

Poniżej jeszcze parę zdjęć, na które patrzę z dużym sentymentem 😉

Wyjątkowy Newsletter

Wysyłam go kilka razy do roku.

Nie częściej niż raz w miesiącu.